Niedziela, Luty 2, 2020, 15:25

Jest taka dziewczyna, która jak przystało na artystkę, zdecydowanie wyróżnia się osobowością na tle innych.  Malarka, ilustratorka, pisarka, była nauczycielka, działaczka i buntowniczka w jednym. Poznajcie artystkę z duszą buntowniczki, Jolantę Knap i jej pasje.

 

Kim jest Jolanta Knap?

Jestem warszawianką, która wyprowadziła się z Warszawy. Muszę czuć rytm miasta, ale nie codziennie. Urodziłam się w 1963, całe dzieciństwo i młodość mieszkałam na ul. Filtrowej i bardzo wiele zawdzięczam tamtej Warszawie.  Trenowałam skoki do wody w Pałacu Kultury, spędziłam tam ładnych kilka lat. Ukończyłam Liceum im. Staszica ( wtedy im. K. Gottwalda czeskiego komunisty).  Informatyka była w tej szkole przedmiotem obowiązkowym, chociaż nie widzieliśmy komputera na oczy.

Chodziłam do warszawskich teatrów, rozbudziły moją  wrażliwość na obraz i słowo. Łaziłam na wystawy, te rozbudziły moją potrzebę wypowiadania się za pomocą obrazu. Włóczyłam się po klubach jazzowych: Akwarium, Stodoła i tam poznałam, co znaczy luz i wolność.  W dzieciństwie i młodości nauczyłam się pracowitości, odpowiedzialności, ambicji, a o wolność musiałam powalczyć.

Jestem  absolwentką Wydziału Polonistyki UW oraz Warszawskiej Szkoły Filmowej (studia podyplomowe „stART). Jestem laureatką III nagrody Akademii Opowieści 2017r. Moje opowiadanie pt. "Ciotki" zostało dostrzeżone wśród 1600 innych. Jestem dumna z monodramu „Listy z Moskwy”, który był pokazywany m.in. w Instytucie Teatralnym w styczniu 2019 r.

Rok 2019 zakończyłam wystawą w Instytucie Reportażu (Faktyczny Dom Kultury) „Tylko pisz, czym żyje Warszawa. Moje lata 80-te”. Na początku tego roku ukazał się nr 1/2019 pisma filozoficznego „AVANT. Trends in Interdisciplinary studies”, dla którego zaprojektowałam okładkę i ilustracje.

 

Fragment utworu „Sąsiedzi” autorstwa Jolanty Knap

„Ulicę Filtrową w Warszawie przeprowadzono 1893 roku przy okazji powiększania Filtrów Lindleya. Ulica Filtrowa pojawia się w „Ferdydurke” Witolda Gombrowicza: „ (...) błyszcząca taśma domów (...)” i jej mieszkańcy:„Mijamy niańki i bony, które w piszczących wózkach wiozą na spacer niemowlęta. Mijamy dyrektorów, urzędników z teczkami pod pachą, spieszących się do zajęć codziennych, a wszystko z paper mache, biurowe, słowiańskie, z mankietami, ze spinkami, jakby breloczki swego ja (...)”. Po wojnie mieszkańcy ulicy Filtrowej mają różne „gęby”. Ci, których znałam spod nr 61, byli reprezentantami całego społeczeństwa: od premiera po artystę, od zabójcy po prywaciarza, opozycjonistę i szpiega. Byliśmy dobrymi sąsiadami, chociaż to losowe rozdanie w PRL-u niosło ryzyko bycia złym wobec siebie na codzień. Mieliśmy wątpliwości, kto jest kim, jak i z czego żyje? Byliśmy różni pod względem: urodzenia, obyczajów, ideałów, mądrości i wiedzy.”

 

Organizuje Pani wernisaże, maluje, pisze, do niedawna uczyła Pani także w szkole. Jak Pani to robi, kto Panią wspiera?

Już nie uczę w szkole. Minister Zalewska wygasiła gimnazja i moją pracę zawodową. W roku ogłoszenia re/deformy zostałam dyrektorem nowoutworzonego Gimnazjum Filmowego przy WSF. Po roku straciłam pracę. Szkoła nie istnieje. Wtedy zaciągnęłam się na statek, do „Szkoły pod żaglami” kpt. Baranowskiego i kiedy zeszłam na ląd po 60 dniach rejsu i nauczania, pożegnałam się z pracą dydaktyczną. Teraz maluję i piszę.


Co spowodowało, że zdecydowała się Pani poświęcić życie sztuce? Jaki był pierwszy impuls?

Jak wspominałam trenowałam wyczynowo skoki do wody. Byłam Mistrzynią Warszawy, zajęłam IV miejsce na Międzynarodowych Mistrzostwach Polski, miałam sukcesy, głównie skakałam z 10 metrów. Podczas letniego zgrupowania doznałam kontuzji kręgosłupa. To mnie unieruchomiło. Siedziałam w domu i rysowałam. Wyczynowo. Potrzeba aktywności i uwolnienia się od emocji sprawiły, że zaczęłam tworzyć.

 

 

Stworzyła Pani swoje własne Atelier, w którym organizuje Pani wernisaże także innych wspaniałych artystów, jak powstało? Kto już miał w nim swoje wystawy?

Gdziekolwiek nie mieszkałam, otwierałam swój dom dla sztuki i ludzi. Lubię spotkania kameralne, na których się rozmawia. Dzisiaj mam przydomową galerię i zapraszam do niej artystów, których sztukę lubię i cenię. Przez 10 lat zorganizowałam wiele spotkań autorskich: poety Piotra Sommera w pierwszym roku działalności, niedawno Ewy Andrzejewskiej. Jej książka „Marian. Powrót” o Pinchasie Bursteinie wydana w Wydawnictwie Nisza zrobiła na mnie ogromne wrażenie.

Gościłam prof. filozofii Roberta Piłata z wykładami filozoficznymi i malarzy: Marka Andałę, Agnieszkę Miturę, Krzysztofa Raczyńskiego, Jerzego Krzysztoporskiego, Daniela de Tramecourta, performera Łukasza Głowackiego, wspaniałego ilustratora Piotra Fąfrowicza, sportowca i artystę Michała Piotrkowicza, „złotą rączkę” Janusza Króla tworzącego efekty specjalne w wielu filmach w latach 80-tych i teraz, rzeźbiarzy: Joannę Wyrostkiewicz i Andrzeja Łopińskiego, którzy pokazali także swoje …. malarstwo.

"13 marca br. zapraszam na wernisaż do mojego Atelier w Sulejówku - Krzysztofa Polaka a 15 maja Władysława Kufko". -  wspomniała Jolanta Knap


Jak dzisiejsza młodzież odbiera sztukę, jak ją rozumie?

Myślę życzeniowo, że sztuka może ocalić wszystkich, nawet uzależnionych od tabletów, gier komputerowych, portali. Odeszłam ze szkoły, ponieważ … nie udawało mi się nawiązać kontaktu z klasą jako grupą, wspólnotą, choćby kontaktu wzrokowego. Także z rodzicami, którzy świadomi swoich praw, często nadużywali ich. Oczywiście są wyjątki, wspaniali rodzice i młodzi ludzie, którzy mają swoją drogę i nie są podatni na wpływy, mody i manipulację, jakiej dokonują wszelkie treści kierowane do nich w mediach. Są młodzi ludzie, którzy mnie fascynują, jak założyciele Niezobowiązujących spotkań scenariuszowych. Bartek Konarski, Monika Wiśniewska, Dorota Piskor i inni stali się moimi nauczycielami. Jestem zachwycona ich wiedzą, kulturą rozmowy, głębokością interpretacji.


Co/Kto Panią inspiruje?

Podzieliłabym inspiracje na dwie kategorie: te, których się nie spodziewam i te, za którymi podążam. Podobnie z ludźmi. Wierzę w siłę spotkań, tam mogę poczuć drugą osobę, jej energię, osobowość, myślenie. Jestem ciekawa ludzi i zdarzeń.


Ile czasu poświęca Pani na namalowanie jednego obrazu?

Lubię namalować obraz na jednej emocji. Wtedy czas nie gra roli, tylko zmęczenie. Mam kilka ulubionych obrazów, które powstały w ciągu jednego dnia. Przydarzyły mi się obrazy, nad którymi pracowałam długo, nanosząc warstwę na warstwę. Ponieważ nie kończyłam Akademii, więc zdobywam warsztat eksperymentując, poszukując i podglądając.


Które swoje prace uważa Pani za najbardziej udane?

„Odlot” – uwielbiam. ‘Rozmowy nocą” – uwielbiam. I te, które pokażę na najbliższym wernisażu w Winnym przystanku na Żoliborzu, cykl „Illo tempore”. I wiele innych, bo zachowuję tylko te obrazy, które uważam za udane. Jeżeli nie jestem spokojna o ich własną ekspresję, przemalowuję.

 

 

Kto jest Pani największym autorytetem w malarstwie?

Malując „Illo tempore” i cykl kameralnych erotyków wracałam myślami do fresków w Pompejach. Studiuję klasyków, uwielbiam buntowników. Zdążyłam zobaczyć wystawę Caravaggio i Berniniego w Wiedniu. Nie podam jednego nazwiska z twórców polskich żyjących i … nieżyjących. Moje obcowanie z literaturą i malarstwem to bardzo wielu artystów, których moja pamięć podrzuca mi czasami w zaskakujących momentach. Wciąż przeżywam zachwyty i zdumienia.


Od 5 lutego do obejrzenia będzie wystawa Pani prac w Warszawie pt. Sceny. Co to za seria, skąd taka nazwa?

Lubię budować na płótnie sytuacje, być może dlatego, że prowadzenie narracji w tekstach, które piszę, nie kończy się w raz z ostatnim jego zdaniem. Przenoszę myślenie fabularne na płótno. Na najbliższej bardzo kameralnej wystawie pokażę kilkanaście obrazów namalowanych w 2019 roku nigdzie nieprezentowanych z cyklu: „Pracownia” i Illo tempore”, dyptyki: „Narracje” i „Sceny”.

 

 Illo tempore, 60x30, olej na płótnie, autor: Jolanta Knap

 

O czym marzy Jolanta Knap?

O szczęściu, jak zapewne wszyscy, o mądrości polityków, którzy mając w rękach narzędzia manipulacji, wykorzystują je, mając pieniądze podatników, trwonią je, w imię doraźnych korzyści niszczą naszą przyszłość,  przyrodę. Marzę o długich twórczych dniach i chwilach intensywnej pracy, które pozwolą mi zajrzeć w siebie. Marzę o spokoju. O domu, gdzieś jeszcze dalej od Warszawy, do której zawsze będę wracać.

 

Redakacja Clever People zaprasza na wernisaż wystawy prac Pani Jolanty Knap, który odbędzie się w Warszawie (01-517) w restauracji Winny przystanek, przy ul. Adama Mickiewicza 20,  w dniu 5 lutego br., godz. 19.00. 

http://www.jolantaknap.pl/ 

Autor: DoB


Copyright ©2019 CleverPeople, All Rights Reserved.
Ta strona może korzystać z Cookies.
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.

OK, rozumiem lub Więcej Informacji
Informacja o Cookies
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.
OK, rozumiem