Wtorek, Styczeń 14, 2020, 16:03

Sztuki walki były jego pasją od wczesnych lat młodości. Pomimo 36 lat pracy jako szkoleniowiec nadal nie zwalania tempa. Poznajcie, wyjątkowego człowieka,  jednego z niewielu Mistrzów taekwondo w Polsce – Grzegorza Wyszomierskiego (VII dan).

 

Kim jest Grzegorz Wyszomierski?

Jestem szczęśliwym mężem oraz ojcem czwórki dzieci (Mariusz, Konrad, Maksymilian, Wiktoria). Na co dzień pracuję w Urzędzie Miasta Stołecznego Warszawy w Wydziale Sportu i Rekreacji dla Dzielnicy Ursus. Po pracy prowadzę swoją firmę szkoleniową Martial Arts Wyszomierski Team oraz jestem Prezesem Zarządu Warszawskiego Klubu Taekwondo a także wiceprezesem i Trenerem Kadry Polskiego Zrzeszenia Taekwondo.

 

 

Na co dzień staram się być zwyczajnym, skromnym człowiekiem, który nie wyróżnia się z tłumu. Jak każdy zodiakalny bliźniak jestem też nieprzewidywalny, wiąże się to z tym, że mam sto pomysłów na sekundę i wiele twarzy tych dobrych i złych. Wieczny optymista i skryty romantyk z drugiej strony wojownik, ciężko to zrozumieć temu kto mnie nie zna osobiście.

 

Co Pan kocha, jakie jest Pana hobby? 

Kocham życie, rodzinę,  kocham uśmiechnięte i pogodne osoby. Jeżeli znajduje na swojej drodze życia przysłowiowego „smutasa” osobę w której widzę, że wypala się żar, to wtedy dzielę się swoim optymizmem, uśmiechem, zarażam pasją. Moi znajomi wiedzą, że jestem uzależniony od nowinek technicznych, gadżetów, staram się być o ile mnie stać na tzw. topie technicznym.

Moje hobby - sztuki walki stały się moją pasją i celem życiowym. Poświęcam większość czasu innym ludziom, szkoląc ich, doprowadzając do tytułów zawodniczych, stopni mistrzowskich, daję im część siebie. Moja rodzina jest bardzo wyrozumiała, zwłaszcza żona, Agnieszka, która również jest sportowcem i wie jak ciężko jest pogodzić życie rodzinne z pracą zawodową oraz pasją. Czasami zadaję sobie pytanie czy hobby nie zabija mojej rodziny ale wiem, że staram się dać z siebie wszystko zarówno mojej rodzinie jak i ludziom dla których z uwagi na poświęcone wspólne lata morderczych i wyczerpujących treningów staję się prawie jak rodzina.

Motocykle, też są moją pasją dają niezależność, wolność, prędkość, adrenalinę. Wiem, są niebezpieczne ale na hulajnodze (zapewniam) również można zrobić sobie dużą krzywdę. Jestem przekonany, że każdy z nas ma zapisaną swoją drogę, los, przeznaczenie. To co kocham nie może mnie zabić a jedynie daje mi szczęście.

 

 

 Skąd wzięła się miłość do sportów walki i jak to się zaczęło?

Jak każdy młody chłopak po obejrzeniu filmu Wejście Smoka, który trafił do polskich kin w 1982 r. postanowiłem, że chcę być taki jak Bruce Lee. Mając 11-12 lat rozpocząłem treningi  Judo na warszawskim AWF-e  trenując wraz z dzisiejszym Mistrzem Olimpijskim Pawłem Nastulą. Moja przygoda z japońską sztuką walki trwała dość krótko z uwagi na to że byłem dość chorowitym chłopcem. Niestety sporo treningów opuszczałem co skutkowało słabymi wynikami na zawodach.

Pod koniec szkoły podstawowej lekarz sportowy zabronił mi trenować stwierdzając skrzywienie kręgosłupa, które było spowodowane zbyt ciężkimi treningami. Nie ukrywam, że świat mi się zawalił, wtedy upadłem pierwszy raz. Postanowiłem się jednak nie poddawać i szukałem innych rozwiązań. W 1986 na warszawskiej Politechnice zapisałem się na Taekwondo WTF. Pamiętam, że były dwie spore kolejki, jedna bardzo duża do sekcji kickboxingu a druga na Taekwondo, o wiele mniejsza. Wybrałem koreańską sztukę walki i samoobrony. Moim pierwszym trenerem i do dzisiaj przyjacielem jest Dariusz Nowicki.

Pod koniec 1989 roku, moja sekcja zostaje rozwiązana i znowu dostałem grotem w serce. Na szczęście w Warszawie funkcjonowały już kluby Taekwondo ITF. Moim drugim Trenerem był śp. Witold Brzozowski, który był dość surowym szkoleniowcem, ale niesamowitym technikiem. Kolejnymi trenerami, których kocham za ich pasję, humor, zaangażowanie oraz za to że doprowadzili mnie do stopnia mistrzowskiego są Państwo Janusz i Małgorzata Gutkowscy.

Do 2002 r. byłem w szeregach Polskiego Związku Taekwondo ITF, gdzie dostałem solidną dawkę wiedzy, korzystałem z seminariów z gen. Choi Hong Hi,  zdając egzamin bezpośrednio przed twórcą Taekwondo. Uzyskałem wtedy IV dan.

 

 

Następnie ukończyłem studia uzyskując tytuł mgr. Wychowania Fizycznego oraz studia Trenera II klasy Taekwondo. Polski Związek dał mi bardzo dużo, począwszy od przyjaźni z wieloma instruktorami, trenerami aż po wyszkolenie i trenera międzynarodowego. W tym samym czasie pod koniec lat 80 –tych postanowiłem wykorzystać swoje umiejętności i zacząłem pracę w Policji, potem w Straży Miejskiej.

 

 

Przez dłuży okres byłem koordynatorem ds. wyszkolenia służb mundurowych z ramienia Polskiego Związku Instruktorów Służb Mundurowych, gdzie również poznałem bardzo dużo ciekawych osób instruktorów, szkoleniowców z którymi do dnia dzisiejszego współpracuję. W sumie sztuki walki trenuję już 36 lat. Przez ten długi czas opracowałem swój własny system walki wręcz – Combat Hosinsul, na bazie koreańskich sztuk walki, który do dnia dzisiejszego rozwijam. W drodze wielu lat treningów uzyskałem mistrzowskie stopnie w Ju Jitsu I dan, Combat Ju Jitsu I Dan, Nahkampf, Kicboxing, Hapkido III dan, Taekwondo ITF VII dan.

 

 

Moją pasję związaną ze sztukami walki dalej się rozwijam. Mimo wielu poważnych kontuzji nabytych na treningach oraz podczas pełnienia służby, które uniemożliwiły mi start w zawodach postanowiłem że będę nauczał Taekwondo, Hapkido oraz dalej szkolił służby mundurowe. Moją misją jest wychowanie jak największej ilości bardzo dobrych Instruktorów oraz Trenerów, którzy moje imię i nazwisko będą zawsze ciepło wspominać.

 

Teakwondo, Hapkido, Combat Hosin Sul, Samoobrona, która dyscyplina sztuk walk jest najbliższa Pańskiemu sercu?

Taekwondo trenuję najdłużej. Kocham jednak każdą z ww. sztuk walki. Taekwondo oczywiście jest i będzie pierwszą moją miłością, natomiast np. combat jest moim „dzieckiem”, które cały czas dorasta staje się coraz bardziej samodzielne dzięki moim instruktorom, którzy pracując w służbach mundurowych nauczają moich technik. Hapkido jest idealne jeśli chodzi o samoobronę, jest wszechstronne i dla każdego.

Z upływem lat stwierdzam, że do wszystkiego trzeba dorosnąć i zrozumieć. Trzeba dużej pokory do siebie i innych. Nie wolno i nie powinno się zakładać że dana sztuka walki, system czy sport walki jest najlepsze. Każda z nich ma swoje zadanie, sporty walki – cel wyniki. W związku z powyższym  doświadczyłem tego wszystkiego, tj. sportu, sztuki walki oraz systemu - co daje mi szeroki i duży pogląd na całe martial arts.

 

Co takiego jest w taekwondo, że akurat ta dyscyplina stała się Pana pasją?

Taekwondo jest bardzo nowoczesną sztuką walki oraz dość młodą. Cały czas ewoluuje, rozwija się. Sport ten jest świetnym rozwiązaniem dla ludzi młodych, ale i dla dorosłych mam opracowany system szkolenia. Oprócz zasad moralnych, filozofii rozwija nie tylko umysł, ale również ciało. To jest bardzo uniwersalna sztuka walki zarówno dla osób, które chcą być zawodnikami, jak i dla tych co chcą trenować rekreacyjnie. W Taekwondo mamy aż pięć pionów szkoleniowcach: walka sportowa, układy formalne, techniki specjalne oraz samoobrona.

 

 

Niestety uważam, że w Taekwondo jest za mało specjalistów od samoobrony - większość trenerów zajmuje się wyszkoleniem zawodników w zakresie walki sportowej i układów. Ja osobiście trenuję nie tylko młodzież, ale i dorosłych. Skupiając się na nauce technik, układów, testów siły, samoobrony – tu wykorzystuję swoją wiedzę z zakresu Hapkido oraz Combat.

 

 

Ile lat trzeba trenować i działać, aby zostać Mistrzem? Jak to się robi?

Mimo, że mam tytuł Mistrza, z racji posiadania stopnia VII dana, to nie przywiązuję aż tak wielkiej uwagi do tego tytułu, może z racji na mój jeszcze młody wiek. Zawsze wyobrażałem sobie Mistrza jako osobę, która ma ponad 60-70 lat, siwe włosy, długą siwą brodę i pokazuje jeden ruch  omawiając go godzinę. – 😉

Tak na poważnie Tytuł Mistrza w Taekwondo osiągnąłem po 30 latach treningu. Trzeba być konsekwentnym i nigdy się nie poddawać. Każdą wolną chwilę należy poświęcać na samodoskonaleniu się zarówno fizycznym jak merytorycznym.

Należy brać czynny udział w seminariach, szkoleniach nie tylko z Taekwondo. Umysł trzeba mieć otwarty i wyłapywać wszystkie narzędzia na szkoleniach, które przydadzą się w swoim warsztacie pracy nauczyciela Taekwondo.

 

 

Ilu instruktorów i zawodników z sukcesami Pan wyszkolił w całej swojej karierze trenerskiej?

Nie chcę wymieniać nazwisk z uwagi na RODO ale przybliżę tylko dane statystyczne:

W Taekwondo wychowałem osoby od I dana do VI dana, w sumie ponad 30 czarnych pasów.

W Combat wychowałem od I dana do V ponad 11 osób.

W Hapkido w roku 2020 od I do II dana będzie ok 5 osób.

Moi zawodnicy, instruktorzy czasami zakładają swoje szkoły, przechodzą do innych Zrzeszeń, Federacji ale wiem, że mają w sobie cząstkę mnie i mimo różnic organizacyjnych dalej są moimi wychowankami. Wielu z nich ma za sobą tytuły Mistrzów Polski, Europy, ale jak pisałem wcześniej chcąc wszystkich wymienić ten artykuł zamienił by się w książkę.

 

Prowadzenie klubu sportowego, szkoleń z samoobrony, praca zawodowa, bycie w zarządzie kilku organizacji sportowych to nie lada wyzwanie. Kto wspiera Pana w działaniach?

Na pewno moja kochana żona i dzieci. To rodzina dzieli się moim czasem i motywuje mnie do tego aby iść dwa kroki dalej. Oczywiście mam także drugą  rodzinę Instruktorów w Taekwondo, Hapkido, Combat Hosinsul, programach autorskich, „Bezpieczne Dziecko”, „Bezpieczna Kobieta”, „ Bezpieczny Senior”., „Bezpieczna Rodzina”.

  Na zdjeciu: Grzegorz Wyszomierski z żoną Agnieszką Stobbe-Wyszomierską

 

Wszyscy moi członkowie zarówno z MAWT jak i z WKT oraz z klubów, którym udzielam wsparcia merytorycznego są dla mnie nie tylko partnerami ale rodziną. Nawet zwykli członkowie, wspomagają mnie, pomagają w kontaktach z mediami w księgowości w reklamie, organizacji warsztatów, zawodów. Wiem, że jak jestem chory mogę na każdego liczyć począwszy od rodziny, instruktorów a skończywszy na członkach klubów.

 

Z czego żyje taki pasjonat jak Pan, czy raczej z pracy zawodowej, czy tej sportowej? Co jest bardziej dochodowe?

Niestety żyję tylko z pracy zawodowej oraz drobnych zleceń dla mojej firmy dot. szkoleń dla firm itp. Stowarzyszenia to pasja, nie mogą przynosić dochodów. W sumie przez całe życie byłem społecznikiem i czasami żeby stowarzyszenie nie upadło musiałem dołożyć ze swoich pieniędzy. Ale to się potem przedkłada na życzliwość rodziców, członków a to jest droższe niż pieniądze.

 

Z jakimi problemami w branży sportowej zmaga się Mistrz i Trener sztuk walk?

Jest ich wiele, ale największą bolączką jest nieustanna walka z pozyskiwaniem środków finansowych na funkcjonowanie i utrzymanie  klubu oraz wspieranie zawodników. Niestety prowadzę sztuki walki, które nie są sportami olimpijskimi i to jest dość odczuwalne porównując działanie klubów, związków podlegających pod Ministerstwo Sportu. Dużym problemem jest również utrzymanie zawodnika od wieku przedszkolnego do wieku studenta. Wiąże się to z przemyślaną polityką uzyskiwania stopni szkoleniowych jak i z formą motywacyjną zawodników. 

 

Co uważa Pan za swój największy sukces/osiągniecie?

Zawsze chciałem, mimo że jeszcze żyję i mam się dobrze 😉,  zostawić po sobie spuściznę w postaci kadry Instruktorskiej. Drugim zamysłem było napisanie książki o moich pasjach oraz moim systemie Combat Hosinsul.

Myślę, że nie osiągnąłem jeszcze sukcesu, każdy Wielki Mistrz osiąga go dopiero po śmierci, wpisując się w historię i rozwój sztuk walki. Na chwilę obecną dalej się rozwijam, realizuje swoje cele, powiększam ilościowo kluby, które chcą ze mną współpracować .  A „sukces” godny Mistrza - nadejdzie sam, ale mam na to jeszcze czas.

 

 

Jakie ma Pan plany zawodowo-sportowe na przyszłość i co jest Pana największym marzeniem?

Mam wiele marzeń, chciałbym w przyszłości odejść na tzw. sportową emeryturę, gdzie wiem, że moja kadra instruktorska poprowadzi beze mnie zajęcia i dalej będą lojalni, oddani, wierni, powiernikiem mojej pasji. Mało jest takich osób, bo wielu instruktorów zakłada, że z pasji można wyżyć.  Znam klika klubów, trenerów wiem, że jest to możliwe ale oni nie pracują na etatach tylko w swoich klubach.

Każdy z nas jest kowalem swojego losu. Chciałbym na starość, czyli za jakieś 30 lat wejść na salę i poćwiczyć z grupą, oczywiście w swoim tempie patrząc jak mój instruktor/instruktorka prowadzi jeszcze lepiej zajęcia niż ja, jeszcze z większą pasją i zacięciem.

 

 

Chciałbym rozwinąć również swoją firmę szkoleniową, co już idzie w bardzo dobrym kierunku. Jestem zauważalny zarówno na rynku firm państwowych, firm prywatnych oraz w służbach mundurowcy.

Moim największym marzeniem jest dożyć w zdrowiu do egzaminów w Taekwondo na IX dan, w Hapkido przynajmniej do VII a to zajmie mi około 20-25 lat 😊

 

 

 

http://mawt.pl/,  www.tkd.plwww.combat.waw.pl/ , www.hapkido-polska.pl 

 

Autor: DoB 


Copyright ©2019 CleverPeople, All Rights Reserved.
Ta strona może korzystać z Cookies.
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.

OK, rozumiem lub Więcej Informacji
Informacja o Cookies
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.
OK, rozumiem